czwartek, 23 marca 2017

Przegląd prasy: Polityka marzec 2017 / Press News March 2017

W najnowszym numerze Polityki (nr 12 z 22 marca 2017 r.) krótki, ale bardzo ciekawy artykuł na temat tego, że skład na (ogólnie rzecz biorąc) Europę Wschodnią jest inny niż skład produktów spożywczych na Europę Zachodnią. U nas od dawna mówi się, że niemieckie proszki do prania są lepsze niż polskie, a cała niemiecka chemia gospodarcza, choć dwa razy droższa w Polsce, dobrze się sprzedaje.

Tym razem dziennikarskie śledztwo przeprowadzili Węgrzy, Czesi i Słowacy. Różnice są spore. Sprite w Czechach zawiera słodzik (domyślam się, że chodzi o aspartam), a w Niemczech tylko cukier (który z dwojga złego jest znacznie lepszy od słodzika). Ryby w paluszkach rybnych jest więcej w Austrii niż na Węgrzech. W niemieckich herbatnikach nie ma oleju palmowego, tylko masło. W polskiej wersji masła jest 5%, a reszta to utwardzony olej palmowy.

Nie mam wątpliwości, że niemieckie produkty mają znacznie lepszy skład. I na dodatek są tańsze niż ich odpowiedniki sprzedawane w Polsce. To zaobserwowałam na przykładzie jedzenia dla dzieci. Uważam, że powinny zostać wprowadzone odpowiednie regulacje wewnątrzunijne, które wyeliminowałyby tego typu różnice. Pokażcie mi jednego konsumenta z Polski, który chciałby mieć gorszy skład w porównaniu do wersji niemieckiej.


Well, in the latest issue of Politics (No. 12 of 22 March 2017) I have found short but very interesting article about the differences between products sell in Eastern and Western Europe. The ingredients list is different – more natural ingredients you will find in Germany and Austria. We all know in Poland that washing powders from Germany are much better than those sell in Poland (and they’re both the same brand).

Journalists from Hungary, Czech Republic and Slovakia did some research about differences between products available on local market and in Germany and Austria. And the ingredients list in the same products are not the same.

For example, Sprite in the Czech Republic contains a sweetener (I guess it is aspartame), and in Germany there is sugar only. There is more fish in fish fingers in Austria comparing to Hungary. German biscuits contain butter only and in Poland the same biscuits contain more palm oil than butter.


I have no doubt products “made in Germany” have better (I mean healthier) ingredients. And they are cheaper than those made for Polish market. I have observed that when buying baby food. I think there should be European Union law regulations to eliminate such differences. Show me just one customer form Poland who would choose worse ingredients than the German version.


środa, 22 marca 2017

Sundaram – czyli ajurweda w oryginalnym wydaniu / original ayurveda

Moja koleżanka, która podobnie jak ja, używa wyłącznie kosmetyków naturalnych, przez pewien czas mieszkała w Indiach. I przywiozła stamtąd w prezencie tamtejsze mydło do mycia twarzy w słoiczku o konsystencji… gluta (inaczej nie da się tego ująć).

Zabierałam się opornie do jego używania. Lista składników była jednak zachęcająca: olej kokosowy, olej sezamowy, miodla indyjska, olejki eteryczne. Ukręcili z tego taką galaretkę dla zaawansowanych użytkowniczek kosmetyków naturalnych, bo początkujące uciekną i powiedzą, że więcej nie sięgną po naturalne kosmetyki. Ale kto się odważy, nie będzie żałować.

Glut ma neutralny zapach. Do tego jest w 100% wegański, bez sztucznych kolorów i konserwantów. Nakłada się jak galaretkę. I tutaj kończą się wątpliwości, czy to w ogóle jest fajny kosmetyk. Rozprowadza się rewelacyjnie. Glut nagle zmienia się w miękkie mydliny i staje się super-cleanserem. Dokładnie oczyszcza skórę twarzy, momentami trochę szczypie (tam, gdzie miałam krostki). Dlatego na wszelki wypadek omijam okolice oczu.

Jestem nim mile zaskoczona, bo nie wygląda, a działa świetnie. U nas raczej ciężko trafić na tego typu indyjskie perełki. Ale lekcja jest z tego taka, że nie należy oceniać kosmetyku na podstawie zapachu, konsystencji, czy nieatrakcyjnego opakowania.


My friend, who also is addicted to natural cosmetics, has moved to India for a while. And she brought me a local face wash soap that looks like snot (I had to use this word – look at the picture).

So I was struggling to start using it. However, the ingredients list was very promising: coconut oil, sesame oil, neem oil and essential oils. They have made a jelly of all the oils designed for advanced green beauty lovers, because the beginners would run away and declare they will never ever use organic skincare. But whoever dares, will not regret.

This snot has a neutral scent. It is 100% vegan, no artificial colors, no preservatives. It’s like a jelly in a jar. But from this point you will love this soap. The jelly turns into a perfect cleanser - very smooth texture, easy to apply. Thoroughly and deeply cleanses skin. But I avoid eye area.

I was quite surprised with this product, because I didn’t expect such a great cleanser when I saw a simple jar with not looking good jelly inside. It’s not easy to get such natural and good quality skincare products. I have learned the lesson – don’t judge a cosmetics on the basis of its smell, texture or unattractive packaging.




piątek, 17 marca 2017

T. LeClerc - nietoksyczny lakier do paznokci / non-toxic nail polish


Lakier do paznokci nie dostanie certyfikatu „organic”, ale da się go zrobić bez kilku toksycznych składników. Jeszcze jakiś czas temu widywałam lakiery do paznokci z ostrzeżeniem, że zawiera formaldehyd. Dziś coraz więcej producentów zmienia skład, aby uniknąć rakotwórczych składników.

Zgadzam się z tym, że Chanel ma niesamowity wybór kolorów, ale naprawdę goni ich ekologiczna alternatywa. Taki jest m.in. T. LeClerc. Marka nie jest mainstremowa, ale przynajmniej w Warszawie dostępna stacjonarnie w perfumerii Quality Missala w hotelu Marriott, więc można sobie naocznie sprawdzić kolory. Ale co najważniejsze, te lakiery nie zawierają: (i) pochodnych formaldehydu, (ii) toluenu, (iii) dibutyl ftalanu i (iv) kamfory. To najbardziej szkodliwe, toksyczne składniki, jakie mogą się znaleźć w lakierze do paznokci. Producent chwali się, że lakiery nie zawierają także parabenów i phenoxyethanolu.

Jak widać, świadomość w narodzie rośnie, producenci zmieniają składy – i o to właśnie chodzi. A przy okazji mam piękny i nietoksyczny kolor, który póki co trzyma na moich paznokciach.


You can’t make nail polish certified organic, but it’s possible to make it with no toxic ingredients. I still remember nail polish with warning: contains formaldehyde. Today more and more cosmetics companies are changing ingredient lists to avoid carcinogenic stuff.

I agree that Chanel offers amazing variety of colors, but there is more natural alternative and good quality, too. For instance T. LeClerc. This is not mainstream brand but still in Warsaw available at the Quality Missala perfume at the Marriott hotel, so you can see all the real colors. But most important is this nail polish contains: (i) no formaldehyde resin, (ii) no toluene, (iii) no dibutyl phthalate, and (iv) no camphor. It’s also paraben and phenoxyethanol free.

As you can see, the consciousness in the nation is growing, companies are changing ingredietns - and that’s the point. So far I still have this beautiful and toxic-free colour on my nails.


czwartek, 16 marca 2017

Earthnicity – moje mineralne odkrycie / my mineral discovery

Minerały minerałom nierówne. Kiedyś myślałam, że puder mineralny to tylko proszek. Nic bardziej mylnego. Cała różnica w minerałach polega na tym, że te pudry mają różną konsystencję. Są grubsze, jak cukier i drobniejsze, jak mąka. Dlatego właśnie pudry mineralne są inne dla cery mieszanej, a inne dla cery suchej.

Moja cera jest mieszana, często coś mi wyskakuje i generalnie szukam zmatowienia. Ale to zmatowienie powoduje, że często mam płaską twarz jak pekińczyk. Z kolei rozświetlania się bałam, żeby się nie świecić za bardzo. I tak źle, i tak niedobrze.

To się zmieniło, gdy zaczęłam używać pudru rozświetlającego Earthnicity. Jakiś czas temu dostałam zestaw miniaturek – podkład, puder i korektor z małym pędzelkiem. Zaczęłam od pudru rozświetlającego (silk glow light) i to był strzał w dziesiątkę.

Przede wszystkim ten puder jest bardzo drobny, co oznacza, że bardzo fajnie się rozprowadza. Nie trzeba go dużo używać (w ogóle pudry mineralne mają to do siebie, że im mniej się używa, tym lepszy efekt), ładnie wykańcza i daje rozświetlenie. Ale się nie świecę, tylko dodaję cerze blasku. Jest glow. Ale uwaga, żeby nie przesadzić, bo zbyt dużo pudru grozi niebezpiecznie świeceniem.

Spróbowałam też korektora. Nigdy nie używałam korektora pod oczy w proszku, bo mnie to denerwuje. Tego używam jako poprawkę pudru w ciągu dnia. Czasami też przejadę pod oczami, ale to nie jest mój pierwszy w ciągu dnia produkt pod oczy, tylko odświeżenie. Korektor jest fajny, bo od razu kryje i matowi. Pewnie wprawnym ruchem i pędzlem można nim czynić cuda, ale ja nie jestem taka zdolna i ograniczam się do typowego przypudrowania czoła, brody i policzków oraz czasami przelecę pędzlem pod oczami.

Każdy kosmetyk Earthncity – czy to podkład, puder, czy korektor – ma bardzo dobrą konsystencję. Uważam, że warto zainwestować w zestaw miniaturek, bo to doskonała okazja do wypróbowania, a przy okazji można zużyć puder w rozsądnym czasie, a nie się z nim męczyć całymi miesiącami, bo minerały naprawdę są ekonomiczne, co z czasem staje się nudne (bo już bym chciała skończyć ten puder, a on dalej jest). Poza tym nie muszę się martwić o datę ważności.

Puder silk glow light w jakiś magiczny sposób wykańcza makijaż i bardzo subtelnie rozświetla. Dzięki niemu przestałam się bać pudrów rozświetlających. Polecam z czystym sumieniem, szczególnie na wiosnę, żeby wyglądać tak, jakbym właśnie wróciła po weekendzie na Capri.
___________________________________________________________

Mineral powders are not all the same. I used to think that mineral powder was just a powder. I was so wrong. The difference is every mineral powder has a different texture. They are thick powders as sugar and very fine like a flour. That’s why there are mineral powders for combination skin and different for dry skin.

I have combination skin, with spots occasionally (that means quite often), so generally I’m looking for anti-shine powders. But too much matifying makes my face looks like a broad flat muzzle of a Pekingese. On the other hand I was afraid of too much shine. Every option seemed to be wrong.

It’s changed since I’ve discovered Earthnicity silk glow light powder. Some time ago I received a set of mini products - foundation, powder and concealer with a small brush. The silk glow light powder was absolutely fantastic.

First of all this powder is very fine, which means easy to apply. You don’t have to use a lot. Just a little gives you great effect, with a natural glow. But if you apply too much powder, then you will go into dangerous shine.

I also like the concealer. I never used one under my eyes because I just don’t like it. I started using it as a normal powder to refresh my make-up at work and sometimes also under eyes. I like the concealer because it covers all imperfections and has a matifying effect, too. If you are advanced with all the make-up tricks using a brush you can do miracles with it, but for me it’s enough to give a little touch all over my face.

Every Earthncity product - whether it’s a foundation, powder or concealer – it has a very good texture. I think it is worth to buy a set of mini products, because it is a great way to try them all and not get bored. Some minerals products in bigger packages can last years. I prefer smaller packages – you don’t have to worry about expire date and you don’t get bored using one cosmetic all the time.

This silk glow light powder in some magical way finishes my make-up and gives subtly glow. So I stopped worrying about too much shine. I recommend it with all my heart, especially in the spring, so you look like you have just come back from a weekend escape to Capri.



poniedziałek, 6 marca 2017

Lavera - wszystko do rąk / all for hands

Kremy do rąk używam zawsze, wszędzie i w dużych ilościach. Myję ręce, myję naczynia, sprzątam i znów myję ręce. Tubki kremów są dosłownie wszędzie. Jedna w łazience, jedna w kuchni, jedna przy łóżku. Krem do rąk mam oczywiście również w pracy.

Wiele kosmetyków weryfikuję na podstawie kremu do rąk – jeśli jest ok, to daję szansę także innym produktom. Lavera to marka, którą znam od wielu lat, a ich podstawowa pielęgnacja jest zawsze bez zarzutu. Polecam ich produkty do włosów, ostatnio zachwycałam się balsamem do ciała, a teraz mam ich 4 kremy do rąk, bo wszystkich aktualnie potrzebuję, choć każdy ma inne zadanie.

Krem do rąk z olejem arganowym i żurawiną chciałam mieć po mojej uprzedniej fascynacji balsamem do ciała z tej samej linii. Zapach ten sam, konsystencja bardzo podobna, więc też go uwielbiam. Stoi w łazience.

Krem do rąk i skórek z oliwą z oliwek i rumiankiem jest w pracy, bo w biurze nie będę przecież olejku wcierać w skórki, więc traktuje go jako coś więcej niż tylko sam krem do rąk. Pachnie trochę oliwą z oliwek, ale bardziej słodko.

W kuchni jest krem z olejem migdałowym. Ma bardzo delikatny zapach i to jest linia sensitive. Trzymam ten krem w kuchni, bo tutaj urzęduje Tosia, którą wszystko interesuje i oczywiście też chce wcierać krem za każdym razem, gdy zobaczy, że ja to robię.

Maska do rąk z masłem shea i olejem makadamia stoi przy łóżku i używam jej wyłącznie na noc. Podbiera mi ją mój mężczyzna, który właśnie odkrył, że przydałoby mu się coś do dłoni, bo ma jakieś takie suche (po co komu rękawiczki zimą?!). Jemu poleciłabym bawełniane rękawiczki, ale to dla niego absolutnie nie do przyjęcia. Ja ich nie potrzebuję, ale pilnuję, żeby maska wchłonęła się w dłonie, a nie w poduszkę.

Jak widzicie, jestem uzależniona od kremów do rąk i wcale się tego nie wstydzę. Nie lubię za to suchych, szorstkich rąk i wysuszonych ostrych skórek wokół paznokci. Z takim zestawem mi to na szczęście nie grozi.
_________________________________________________________________________________

Hand creams -  I use them always, everywhere and definitely not in small quantities. I wash my hands, I wash the dishes, I clean up the house and wash my hands again. So hand creams are everywhere. One in the bathroom, one in the kitchen, one next to my bed. And there is one more of course – at the office.

My rates for many cosmetics are based on hand creams – if it’s fine, I decide to buy other products from the same brand. Lavera is one of those brands I’ve known for many years, and their basic skincare products have always been good. I can recommend you their genius hair products, recently I was obsessed with their cranberry and argan oil body balm, and now I have their 4 creams, because I need them all and each of them has its own task to do.

Hand cream with argan oil and cranberries – this one I wanted to have upon my prior fascination of body lotion from the same line. Smell is the same, consistency is very similar, so I also love it. This cream is in the bathroom.

Hand and cuticle cream with olive oil and chamomile is in my office. I think this is a good place for it – I need something to take care of my hands and nails at the same time. I have no time for any other special treatments.  This is something more than just a hand cream. It smells like olive oil, but also I can sense a little sweet scent.

Hand cream with almond oil is in my kitchen. It has a very delicate scent – this is sensitive line. I keep it in the kitchen because of Tosia. She is always around and very keen on what am I doing right now. And whenever I apply it she wants it, too. Sensitive line is suitable for her.

A cream-mask with shea butter and macadamia oil is in my bedroom. I use it before going to sleep. My man likes it, too. He recently discovered that his hands are dry (who need gloves in winter?!). He should wear cotton gloves at night but that would be a sleepless night. I don’t push him to do so. I don’t need such gloves to wear at night but I wait until the cream-mask will be completely absorbed by my skin not by the pillow.


As you can see, I’m completely addicted to hand creams and I’m not ashamed to tell you that. I don’t like dry, rough hands and dry sharp cuticles. Having such a great set I don’t need to worry about it.