piątek, 30 listopada 2012

Wyzwanie - ekologiczna kolorówka

Nie jest trudno znaleźć kosmetyki ekologiczne do pielęgnacji, ale kosmetyki kolorowe to już inna sprawa. Nie ma standów w perfumerii. Trzeba szukać w internecie, kupować kolory w ciemno. Nie jest lekko, ale to nie oznacza, że nie można zrobić całego makijażu tylko przy pomocy kosmetyków ekologicznych. Proszę bardzo:
Korektor pod oczy polskiej firmy Pixie Cosmetics. Ma kremową, ale dość twardą konsystencję, niewielka ilość maskuje cienie pod oczami. Do tego podkład - krem koloryzujący firmy 100% Pure. Niestety do nabycia tylko przez internet z USA. Dostałam go od koleżanki. Kolor wybrałam całkowicie w ciemno, a okazał się idealny. Świetnie się rozprowadza, nie tworzy maski na twarzy.


Podkład trzeba teraz zmatowić. Idealnie matujący jest puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody. Jest całkowicie transparentny, ale nie polecam stosować go bez podkładu, bo wygląda się blado. Dobrze matuje też polski puder firmy Jadwiga. Ma lekko beżowy kolor i dodatkowo działanie przeciwbakteryjne. Bardzo wydajny. Do torebki nadaje się puder w kamieniu. Green People kupiłam na feelunique.com.
Mam też ekologiczne cienie od Alterry (kupiłam w Niemczech) i Almay (do nabycia w Anglii, dostałam od mojej nieocenionej koleżanki z Londynu, która też używa wyłącznie kosmetyków naturalnych). Oba cienie są bladoróżowe, lekko rozświetlają, oko wygląda świeżo. Róż Almay w kolorze cegły jest tak delikatny, że nie da się z nim przesadzić i wyglądać jak mieszkanka Moskwy.

Ekologiczne kredki do oczu niczym nie ustępują tym zwykłym. Mam dwie czarne kredki: alva (kupiona w sklepie ze zdrową żywnością Organic Farma) i Alterra (nabytek z Niemiec). Alva jest bardziej miękka, ale przez to łatwiej się rozmazuje. Alterra jest twardsza i kreska jest ostrejsza. Kredki UNE make up przez krótki czas były do nabycia w Douglasie w Arkadii w Warszawie, ale niestety stand (jedyny ekologiczny) został zlikwidowany. Jedna jest matowa beżowa i świetnie się sprawdza jako korektor, a druga bardziej błyszcząca zawiera mieniące drobinki. Lekko rozświetla oko.

Tusz to niestety najsłabsze ogniwo ekologicznych kosmetyków kolorowych. Alterra (z Niemiec) daje efekt naturalny. Zbyt naturalny. Prawie nic nie widać na rzęsach. Trochę lepiej prezentuje się 100% Pure. Rzęsy dają się pomalować, ale pod koniec dnia mam pod okiem pandę (tusz się osypuje). Wciąż szukam idelanej naturalnej mascary. Nie jest lekko.

Za to pomadki są całkiem niezłe. I wiem, że wraz z nimi nie zjadam ołowiu. Alterra w pięknym koralowym kolorze, Dr. Hauschka beżowo-złota i błyszczyk Alterry, który niestety znika błyskawicznie i trzeba często powtarzać aplikację.
Na zakończenie krótki przegląd pędzli: do różu niezastąpiony Essence, do pudru kanadyjski Blusche i dostępny w Rossmannie EcoTools.

środa, 28 listopada 2012

Bądź kreatywna!

Estee Lauder ogłosiła konkurs: bądź kreatywna! Łącz kolory, wybieraj stroje, kompletuj dodatki!.... Wybieram stroje, kompletuję dodatki codziennie rano przed wyjściem do pracy. Ale łącz kolory w wydaniu Estee Lauder to hazard zdrowotny. W najlepszym wypadku ucierpi na tym moja cera. Podkład zawiera silikony, więc może mi zapchać pory - wypryski gotowe. Cienie do powiek i pomadki mogą być nasycone nie tylko kolorami, ale i ołowiem. Tusz do rzęs z parabenami, lakier do paznokci z dibutylem ftalanu. A nie, przepraszam, Estee Lauder postanowiła w 2004 roku usunąć rakotwórczy dibutyl ftalanu z lakierów do paznokci. Ale zaraz, zaraz.... Estee Lauder chwali się, że od 20 lat wspiera kampanię na rzecz walki z rakiem piersi. Ciekawa ta walka - z jednej strony wspieramy badania nad lekarstwem na raka piersi, a z drugiej strony produkujemy kosmetyki zawierające rakotwórcze składniki. Może wypadałoby uświadomić konsumentki, na czym ta walka polega? Może za jakiś czas kolejne składniki okażą się rakotwórcze i amerykański koncern będzie je usuwać z kosmetyków oznaczonych różową wstążką?
Tymczasem ja jestem kreatywna - codziennie szukam kosmetyków kolorowych, których skład nie będzie dla mnie jak rosyjska ruletka. Parabeny są szkodliwe albo i nie. Badania trwają (jak to ładnie mówią w Komisji Europejskiej), a ja nie chcę być królikiem doświadczalnym.
Bezpieczny podkład i puder najłatwiej znaleźć - kosmetyki mineralne. Odcieni tyle, że nie mogę się zdecydować i wciąż zamawiam przez internet nowe próbki. Cieni do powiek też nie brakuje wśród kosmetyków mineralnych, a przynajmniej wiadomo, że bez ołowiu. Gorzej sprawa wygląda z tuszem do rzęs - moja kreatywność została wystawiona na ciężką próbę. Sprowadzałam tusze ekologiczne nawet z USA. Nie jest łatwo. Zwykle są bardzo delikatne, nietrwałe i pod koniec dnia się osypują (panda pod oczami). Ale się nie poddaję, w końcu jestem kreatywna! Jeżeli już bardzo chcę nieekologicznego tuszu, to przynajmniej dbam o to, żeby był bez parabenów. Przed operacją oczu kobietom nie wolno robić makijażu przez 48 godzin. Więc z moim oku przez cały tydzień tkwią resztki tuszu. Dlatego staram się robić kreatywne przerwy od makijażu w weekendy.
Kreatywnie też szukam ekologicznych błyszczyków i pomadek. W końcu je zjadam od rana do wieczora i nie mam ochoty konsumować tablicy Mendelejewa z metalami ciężkimi na czele, bo zostaną mi w wątrobie i nerkach przez najbliższe 20 lat.
Droga Estee Lauder, czy jestem wystarczająco kreatywna, żeby dostać nagrodę? Nie?! I bardzo dobrze, bo nic od Ciebie nie chcę. Jak zostanie wprowadzona linia z ecocertem, to pogadamy. A tymczasem idę kreatywnie poszukać nowych marek kosmetycznych, które zapewnią mi równie kolorowy makijaż, ale bez uszczerbku na zdrowiu.

niedziela, 18 listopada 2012

Aspiryna wielofunkcyjna

Dostałam dziś opakowanie amerykańskiej aspiryny. Gdy ktoś znajomy leci do USA zawsze proszę o przywiezienie pudełeczka. Jest dużo tańsza niż dostępna w Europie. Jednak tabletka jest trochę mniejsza, więc śmiało można brać 2 naraz (nie dotyczy uczulonych na aspirynę). Poza tradycyjnym zastosowaniem w bólach głowy, przeziębieniu, czy leczeniu objawów picia wina poprzedniego dnia, aspiryna to fantastyczny peeling do twarzy. 6-7 tabletek aspiryny amerykańskiej (3-4 europejskiej) rozgniatam łyżeczką na proszek. Dodaję niecałą łyżeczkę wody, żeby zrobiła się z tego papka (za dużo wody spowoduje, że peeling będzie spływał z twarzy). Nakładam papkę na umytą i osuszoną twarz, omijając okolice oczu i szyi. Trzymam ok. 10 minut. Potem delikatnie masuję twarz palcami i spłukuję. Efekt wygładzenia jest natychmiastowy.

środa, 14 listopada 2012

Reklama kosmetyków na mnie nie działa, dopiero lista składników

Czy będąc kobietą po trzydziestce należy się ostrzykiwać botoksem? Kobieca prasa daje mi dość mały wybór: albo botox albo drogie kremy. Ponieważ mdleję na widok strzykawki, skazałam się na drogie kremy. Jednak pewnego dnia kryzys zweryfikował zawartość mojej łazienki i zostałam postawiona przed koniecznością skreślenia jednego zera z ceny kremu. Znaleźć krem za 300 zł jest dość łatwo, ale za 30 już nieco trudniej. Nie miałam pojęcia, w jaki sposób znajdę idealny krem dla siebie. Mogę obejrzeć słoiczek i powąchać krem (o ile tester się nie zagotuje na podświetlanej półce w drogerii). Mogę wsadzić palec do słoika, gdzie przede mną było 45 innych paluszków i tipsów, a następnie zaaplikować sobie ten koktajl bakterii na twarz. Zamiast wygładzenia zmarszczek należy oczekiwać uczulenia albo trądziku. 

Czym więc mam się kierować kupując kosmetyki i czego się po nich spodziewać? Czy mają ładnie pachnieć, wygładzać zmarszczki, czy może dobrze wyglądać w łazience na półce? Najlepiej wszystko naraz. Idealny krem ma pachnieć jak drogie perfumy, likwidować zmarszczki w jedną noc i mieć zgrabny słoiczek. Nie znalazłam niczego takiego do tej pory, ale intensywnie poszukuję, podobnie jak miliony kobiet na całym świecie. I dalej oglądam reklamy, gdzie kobieta o nieokreślonym wieku bez mrugnięcia okiem zapewni mnie o trwałym efekcie wygładzenia skóry. Zapomniała tylko dodać, że photoshopem.

Zawiedziona stanem portfela (żegnaj creme de la mer!) zaczęłam sceptycznie spoglądać na mój nowy tani krem, który miał zastąpić dotychczasowego "bentleya" kosmetycznego. Szukałam na opakowaniu czegoś, co mnie przekona do tej drastycznej zmiany. I nagle drobnym drukiem zobaczyłam napis: SKŁADNIKI (INCI). Dalej było litanie składające się z łaciny i chemii. Z chemią skończyłam w liceum, a z łaciną na I roku studiów. Jednak postanowiłam rozszyfrować tę tajemną listę (nie było łatwo, ale o tym później). Od tego momentu nic nie było już takie same (na szczęście tylko w drogerii). 

Lista składników INCI była moim olśnieniem. Okazało się, że większość kremów niewiele się od siebie różni, a cudownych wyciągów roślinnych jest tyle, co kot napłakał. Rewolucja na półce w łazience nie odbyła się z dnia na dzień, ale stopniowo wymieniłam wszystkie kosmetyki (szkoda mi było tak po prostu wszystkie wyrzucić). Nadal mam pachnące kremy w ładnych słoiczkach, ale wiem, co faktycznie w tych słoiczkach jest. Chętnie się tą wiedzą podzielę i będę wszystkich zachęcać do czytania listy składników.