wtorek, 19 lutego 2013

Tołpa, czyli planet of ściema

Profesor Stanisław Tołpa przez całe życie badał torf. Ponad 10 lat po jego śmierci ktoś postanowił zbić na słynnym nazwisku fortunę i powstały kosmetyki sygnowane nazwiskiem znanego naukowca i wynalazcy. Najgorsze jest to, że na bazie zdrowotnych właściwości tortu producent kosmetyków usiłuje nam wcisnąć markę "ekokosmetyków przyjaznych naturze". Producent chwali się naturalnymi ekstraktami roślinnymi, ekologicznym torfem, brakiem alergenów i sztucznych barwników, i oferuje mi "wyjątkowo bezpieczną i skuteczną ekopielęgnację".
Zaraz, zaraz.... Brak alergenów? A czymże są w takim razie parabeny i DMDM Hydantoin, które to marka Tołpa tak hojnie pakuje do swoich kosmetyków? W sumie, to producent ma rację. Ja też nie uznaję tych składników za alergeny, tylko za składniki rakotwórcze. W pierwszej lepszej odżywce do włosów Tołpy jest aż 6 parabenów! Nie denerwują mnie parabeny w składzie tej odżywki, ale fakt, że marka reklamuje się jako producent ekokosmetyków. "Planet of nature", "przyjazne naturze kosmetyki"......
Przymiotnik "ekologiczny" jest odmieniany prawie we wszystkich przypadkach. Niestety markę umieszczam na czarnej liście, bo nie ma nic wspólnego z naturalnymi i ekologicznymi kosmetykami, a do tego wprowadza w błąd klientów. Profesor Tołpa pewnie przewraca się w grobie, gdy widzi, jak jego ekologiczny torf został zbeszczeszczony paskudnymi tanimi konserwantami.





sobota, 9 lutego 2013

Made fresh in the USA

Już nie pamiętam, w jaki sposób natrafiłam na to serum na amazonie. Szukałam serum z witaminą C o jak najprostszym składzie. Przedtem kupowałam przez internet w Biochemii Urody, ale konserwanty w składzie mnie zniechęciły. W ten sposób znalazłam swój ideał (przynajmniej jeśli chodzi o preparaty z witaminą C;)). Genialnie prosty skład: woda oczyszczona, kwas askorbinowy (witamina C), siarczan magnezu (zwany też solą angielską, stosowany w medycynie w leczeniu dolegliwości trawiennych, tutaj stabilizuje witaminę C) i gliceryna.

Serum jest robione tuż przed wysyłką. Na opakowaniu jest data wykonania. Jest to o tyle ważne, że ma bardzo krótki termin ważności. Powinno się je zużyć w ciągu 3-4 tygodni. Tak wynika z oficjalnej ulotki. Na pewno nie powinno sie używać serum, jeśli zmieni kolor na bursztynowy i przestanie być bezzapachowe. Zużyłam już kilka opakowań i nigdy mi się to nie przytrafiło. Zawsze jednak starałam się zużyć całą buteleczkę w ciągu maksymalnie 1,5 miesiąca. Opakowanie jest dość duże, więc nie trzeba żałować przy aplikacji - przy okazji pamiętam o szyi i dekolcie. Stosuję rano, pod krem na dzień. Traktuję to serum jako sezonową kurację antyoksydacyjną i bombę witaminową.

Do kupienia tutaj.

Przesyłka zza oceanu dociera błyskawicznie. Właśnie dostałam kolejną fiolkę.

czwartek, 7 lutego 2013

Sprawdzona Logona

Niemcy mają długie tradycje, jeśli chodzi o kosmetyki naturalne. To w Niemczech (w Norymberdze) organizuje się targi BioFach (w tym roku od 13 do 16 lutego), które przyciągają ponad 4.000 wystawców z całego świata. Sektor kosmetyków ekologicznych na tych targach to raj dla fanów produktów bez szkodliwej chemii. Niestety w tym roku się nie wybieram, ale może w następnym się uda. Tymczasem zrobiłam zakupy w lokalnym sklepie firmowym niemieckiej Logony, obecnej na polskim rynku od ponad 20 lat. Zwykle zachowuję się tam jak pięciolatka w sklepie zabawkowym, która miałaby ochotę wyjść stamtąd z całym asortymentem.
Jak każda firma, Logona ma też swoje hity. Są nimi glinki. To naturalne glinki mineralne, doskonale myją i oczyszczają skórę. Glinka jest w postaci albo proszku do rozrobienia z wodą albo gotowej do użycia pasty. Z lenistwa wybieram pastę, nie lubię się bawić w dobieranie odpowiednich proporcji. Przetestowałam już białą glinkę o delikatnym zapachu kwiatu lotosu (do skóry wrażliwej). Tym razem kupiłam brązową z dodatkiem paczuli (do skóry trądzikowej). Obie są świetne. Glinkę używam do mycia twarzy i ciała. Pod prysznicem nakładam na twarz glinkę omijając okolice oczu i zostawiam na kilka minut, po czym spłukuję. Glinka oczyszcza cerę i goi drobne wypryski. Jest też świetna do mycia ciała. Niby nadaje się do mycia włosów, ale nie jestem przekonana do takiego zastosowania.
Krem do rąk z aloesem też jest sprawdzony przeze mnie, zwłaszcza zimą. Dłonie są najbardziej narażone na przesuszenie, a nieodpowiedni krem tylko pogarsza ich stan. Dlatego inwestuję w dobre kremy do rąk i zwykle mam ich kilka.
Ciekawym odkryciem jest dla mnie witaminowy krem z olejkiem z awokado. To najlepszy przykład, kiedy to, co na opakowaniu, idzie w parze z listą składników. Olejek z awokado jest na drugim miejscu na liście INCI, a więc cały krem oparty jest o ten olej. Krem można stosować pod oczy, do twarzy, jako kurację witaminową dla zniszczonej skóry. Jest dość tłusty i dobry do stosowania zimą.
Z kolei krem do twarzy z roślinnym krzemem ma lekką konsystencję, dzięki czemu nawilża, ale nie obciąża skóry. Ma neutralny zapach i szybko się wchłania. Dla mnie to taki krem unisex, dla każdego.