środa, 31 lipca 2013

Jeden składnik

Zasada jednego składnika kusi mnie nie tylko w kosmetykach, ale i w jedzeniu. Oto najnowsze nabytki, tym razem z Niemiec:
- syrop z agawy. Składniki: syrop z agawy i kropka. Żadnych konserwantów, barwników, emulgatorów i innych zagęstników. Zdrowa alternatywa dla cukru. W Polsce niestety wciąż drogi, a w Niemczech jedynie 2,65 Euro.
- pasta sezamowa. Składniki: zmielony sezam, bez cukru, bez soli. Sama pasta sezamowa nie jest najsmaczniejsza, ale stanowi dobrą bazę do sosów. Zamierzam poeksperymentować z pastą z sosem gorgonzola i orzechami. Myślę, że pasta sezamowa się tam doskonale odnajdzie. Najdroższa w zestawie: 2,75 Euro.
- mus orzechowy. Składniki: zmielone orzechy z ekologicznych upraw. Bezskutecznie poszukiwałam masła orzechowego bez soli i cukru. Mus ma dość lejącą konsystencję, ale daje radę. Cena 1,95 Euro.
Wciąż brakuje mi w Polsce dobrze zaopatrzonych sklepów ze zdrową żywnością bez bandyckiej marży. Niemieckie Rossmanny i drogerie dm są niedoścignionym wzorem. Wprawdzie w polskich Rossmannach pojawiają się ekologiczne przetwory (najlepsze zielone pesto do pomidorów z mozarellą kupuję właśnie tam), to jednak oferta za Odrą jest o wiele bogatsza. Pozostają mi więc wycieczki do Berlina. Mam ogromny sentyment do tego miasta i chętnie tam wracam, ale mieszkać na stałe bym jednak nie chciała. 

sobota, 27 lipca 2013

Pozytywne zaskoczenie

Cztery pory roku do tej pory omijałam z daleka. Balsamy do ciała oparte o parafinę, nafaszerowane PEG-ami, parabenami i sztucznym zapachem. A tu nagle wchodzę do Rossmanna i widzę nowość: linia ecodermine, 95% składników pochodzenia naturalnego. Oczywiście mnie to nie przekonuje, ale z nadzieją odwracam opakowanie, żeby zajrzeć do listy składników. Brawo za rozróżnienie kolorystyczne: składniki pochodzenia naturalnego są na zielono, a pozostałe na czerwono. Stąd od razu widzę konserwant Phenoxyethanol. Nie mam nic przeciwko niemu, choć nie jest on moim ulubieńcem, ale na końcu składu może być. Balsam oparty jest o glicerynę, olej kokosowy i masło shea, do tego przyjemnie pachnie żurawiną. Produkt polski i niedrogi (ok. 11 zł). Był jeszcze inny balsam do ciała z tej linii, ale w składzie miał Propylene Glycol, więc mnie to nie interesuje. Ale ten żurawinowy ujędrniający bardzo mi się spodobał. 


czwartek, 4 lipca 2013

Made in England

Marzy mi się kupić w Polsce In Style albo inną prasę kobiecą, w której znajdę tak cudowną miniaturkę. W zasadzie to nie jest miniaturka kremu tylko pełnowartościowy produkt - krem o pojemności 50 ml, do tego w cenie gazety. Niestety u nas nie spotkałam nigdy choćby próbki w kolorowej prasie kobiecej jakiegokolwiek ekologicznego kosmetyku. Obecnie bardzo rzadko zdarza mi się kupować kolorowe miesięczniki. Z kilku powodów. Są drogie. Artykuły się powtarzają. A załączonych próbek kosmetyków nie używam, bo ich skład mi nie odpowiada. Napisałam nawet kiedyś do Twojego Stylu po tym, jak w jednym numerze pokazano kilka kosmetyków ekologicznych, że fajnie byłoby stworzyć taki cykl. Niestety redakcja dopisała mi, że to tylko było jako ciekawostka, bo nie przewidują cyklicznych artykułów o kosmetykach ekologicznych. Ciekawostka o zdrowych kosmetykach, a przez resztę roku będziemy się faszerować chemią. Cóż, nie polemizowałam z nastawieniem redakcji TS. Przestałam kupować ten miesięcznik. 
Dzięki mojej nieocenionej koleżance z Londynu mam przed nosem lipcowe wydaje brytyjskiego In Style, gdzie obok reklamy Lancome jest reklama Neal's Yard Remedies. Można? Można. Tylko trzeba chcieć. Kosmetyki ekologiczne to nie jest ciekawostka, tylko alternatywa, konkurencja, inny produkt na tym samym rynku kosmetycznym. Jedno drugiemu nie wadzi. Szkoda, że polskie dziennikarki urodzone nie mają o tym pojęcia.