piątek, 21 lutego 2014

Bardzo zły przykład

Tak paskudnego składu dawno nie widziałam. Lista składników tego szamponu i żelu do kąpieli jest jak lista rakotwórczych składników, których należy unikać. Ale to jeszcze nic. Na końcu mamy ostrzeżenie: contains Formaldehyde, czyli zawiera formaldehyd. Kto zwraca uwagę na takie ostrzeżenia? Kto zastanawia się, co to naprawdę znaczy, że zawiera formaldehyd? 
Formaldehyd ma kilka nazw: aldehydy mrówkowy, formalina, a na liście składników kosmetyków występuje pod takimi pseudonimami, jak: Diazolidinyl Urea, DMDM Hydantoin, Imidazolidinyl Urea. Jest to substancja doskonale konserwująca i odporna na bakterie. Idealnym przykładem konserwowania jest znana z lekcji biologii martwa żabka w szklanym słoiku wypełnionym przezroczystym płynem. Ten płyn to właśnie formalina. Stosowana zbyt intensywnie w preparatach do paznokci (w często tam też występuje jako Formaldehyde Resin) może spowodować oddzielenie płytki paznokciowej od łożyska. 
Jest to substancja toksyczna i rakotwórcza. Zestaw szampon i żel do kąpieli prezentuję ku przestrodze. Na domiar złego linia nazywa się pure, na opakowaniu lata sobie motylek, a przezroczysty i zielony kolor kojarzą nam się ze zdrowymi naturalnymi produktami. Niestety nic bardziej mylnego. Zastanawiam się, co zrobić z tym toksycznym duetem. Może wyszoruję tym toaletę, bo chyba nawet szkoda myć takim szamponem pędzle do makijażu...




czwartek, 13 lutego 2014

Pachnący prezent z Kambodży

Dostałam w prezencie naturalne mydełka z Kambodży. Bardzo ładne, ręcznie robione, ale nie to urzekło mnie w nich najbardziej. Nie zaczęłam ich jeszcze używać, tylko włożyłam do szafy w sypialni. Od tej pory czuję cudownie owocowy zapach, który jest intensywny, ale nie nachalny.
Szkoda tylko, że nie można ich dostać gdzieś bliżej, bo kupiłabym od razu z 10 sztuk. Akurat Kambodża nie jest aktualnie moim ulubionym kierunkiem;)


piątek, 7 lutego 2014

The best of 2013

Oto moje ulubione kosmetyki w 2013 roku. Nie dzielę mojego subiektywnego rankingu na kategorie, tylko wymieniam te kosmetyki, które się sprawdziły, do których chętnie wrócę, patenty, które odkryłam i po prostu te, które mi się spodobały:

  • mydło Aleppo - mieszanka oleju laurowego i oliwy z oliwek jest zbawienna dla mojej skóry. Jestem uzależniona od tego mydła. Najczęściej kupuję stężenie 40-50%. Sprawdzony sklep to mydlarnia u Franciszka (radzę uważać  na podróbki, gdzie stężenie oleju laurowego to kilka procent) mydło aleppo
  • krem na bazie oleju z awokado - najpierw kupiłam krem Logona ale potem odkryłam tańszy odpowiednik krem alverde Minusem jest tylko to, że alverde nie ma w Polsce, ale można kupić na allegro. Oba kremy mają olej z awokado na drugim miejscu w składzie. Krem jest doskonały na przesuszoną skórę dłoni, na łokcie, na drobne otarcia naskórka. Taki mój niezbędnik w łazience.
  • płyn do higieny intymnej Argital - firma mało znana, dystrybutor w Polsce ma paskudną stronę, ale płyn jest rewelacyjny płyn Argital Kwas mlekowy wysoko w składzie, przyjemnie chłodzi i odświeża. Teraz kupuję po kilka na zapas.
  • glinka brązowa Logona - jedno opakowanie starczyło mi na kilka miesięcy, używałam jako peeling do mycia ciała i twarzy, ma zniewalający zapach. Aktualnie nie posiadam, ale czuję, że już mi jej brakuje glinka brązowa Logona
  • odżywka do włosów Alverde - niestety znika z rynku, a wielka szkoda, bo to naprawdę świetny produkt. Ma gęstą konsystencję, bardziej maska niż lekka odżywka, dlatego należy ją nakładać na same końcówki odżywka Alverde
  • puder Jadwiga - PR mają fatalny, bardzo trudno dostać te produkty, nawet nie wiem, jaka jest cała gama kosmetyków tej firmy, ale puder jest wart polecenia. Matuje, ma lekko beżowy odcień, duże i niedrogie opakowanie, prosty i dobry skład. Używałam go ponad rok, jest bardzo wydajny puder Jadwiga
  • peeling do ciała z fusów do kawy - tanio, ekologicznie, z pobudzającym zapachem kawy. Nie trzeba wiele tłumaczyć. Bierzemy zużyte fusy z ekspresu ciśnieniowego i idziemy pod prysznic. Przyjemny masaż i orzeźwiający zapach kawy gwarantują dobre samopoczucie. Trzeba tylko umyć wannę/prysznic potem, bo fusy są dosłownie wszędzie.
Oczywiście używałam też mnóstwo innych kosmetyków, ale te szczególnie zwróciły moją uwagę i uważam je za warte podkreślenia. W tym roku będą na pewno nowi faworyci. Już mam nawet kilku kandydatów, ale do końca roku jeszcze sporo czasu...

sobota, 1 lutego 2014

Santaverde na mróz

Santaverde słynie z tego, że wszystkie produkty są na bazie aloesu, ale nie aloes w ilościach szczątkowych, tylko prawdziwy sok z ekologicznych upraw i to na pierwszm miejscu w składzie. Wtedy można z czystym sumieniem powiedzieć, że krem jest na bazie aloesu. Moja mama hoduje na parapecie aloes, ale ja wolę ten aloes mieć już łazience w kremie. Zwłaszcza zimą, kiedy mam czerwony nos i suche dłonie. 
Wprawdzie noszę rękawiczki, ale przy temperaturze -12 stopni i tak mam spierzchnięte dłonie. Oczywiście mogłabym sobie podgrzać oliwę z oliwek i moczyć ręce, ale zwyczajnie mi się nie chce tego robić. Dlatego nieustannie szukam dobrego kremu do rąk na zimę. I w końcu taki znalazłam. Szybko się wchłania, ma gęstą konsystencję, ale nie zostawia tłustej warstwy. Do rąk to mój zimowy niezbędnik.
Oprócz dłoni zadbałam też o skórę twarzy w środku zimy. Bogaty krem aloesowy zaczęłam stosować na noc, bo obawiałam się, że mógłby być za tłusty na dzień pod makijaż. Szczerze mówiąc miałam też lekkie obawy, co będzie z moją tradzikową cerą. Zupełnie niesłusznie. Zdziwiłam się nawet, gdy załagodził moje krostki. 
Na zmarszczki na szyi, z którymi walczę niemal od urodzenia, postanowiłam zastosować odżywczą maseczkę. Cóż, wiem, że nie znikną z dnia na dzień, ale odżywiona i nawilżona skóra szyi to coś, co wprawia mnie w dobry nastrój.