wtorek, 27 stycznia 2015

Średniowieczne narzędzie tortur, czyli laktator

FZmiana w życiu w postaci pojawienia się na świecie nowego człowieka powoduje, że przyswajamy sobie nieznane dotąd słowa, nabywamy nowe umiejętności, a cały świat wygląda inaczej niż dotąd. Zaczyna się już na porodówce, gdzie spanikowane kobiety z wielkim brzuchem meldują się na izbie przyjęć z podróżną walizką na kółkach. Samo wyposażenie tej walizki, która dotychczas kojarzyła się wyłącznie z wakacjami, jest zupełnie nowe. Ale nie o walizce będzie mowa. Jednym z ciekawszych urządzeń, z jakimi przyszło się zmierzyć już w szpitalu, był laktator.

Kiedy z przerażeniem w oczach zerknęłam w lustro i zobaczyłam tam Pamelę Anderson z moją głową, pobiegłam do dyżurnej położnej po pomoc. Na szczęście trafiłam na fantastyczną położną, która spokojnie wytłumaczyła mi, co zrobić z nadmiarem pokarmu w piersiach. Po chwili przyniosła niebieską walizeczkę, która sprawiła, że chwilowy spokój mego oblicza zamienił się z powrotem w przerażenie. Zamontowałam wszystkie niezbędne akcesoria i nacisnęłam start traktując go jak czerwony guzik atomowy. Ruszyła żółta pompka, a ja myślałam, że ucieknę, gdyby nie anielska mina położnej wpatrującej się we mnie z wyczekiwaniem.

Okazało się, że nie taki diabeł straszny i urządzenie przypominające narzędzie tortur ze Średniowiecza jest zadziwiająco skuteczne. Zniknęły balony Pameli, a ja od razu poczułam się lepiej. Po powrocie ze szpitala do domu też zakupiłam laktator. Wygląda zupełnie inaczej, ale jeszcze nie miałam okazji go użyć. Moja mała pociecha robi to najlepiej.



wtorek, 13 stycznia 2015

Wracam do Douglasa

Od czasu, kiedy zaczęłam używać kosmetyków ekologicznych większość sklepów, drogerii i perfumerii przestały być dla mnie atrakcyjne. Ulubione przeze mnie niegdyś Sephora i Douglas mogły przestać istnieć, a szczególnie półki z kosmetykami do pielęgnacji. Większość kosmetyków zamawiałam przez internet. Mimo to od czasu do czasu zaglądałam do perfumerii z czystej ciekawości i przyzwyczajenia, żeby zobaczyć, co jest nowego. 

Ostatnio zaskoczył mnie Douglas. Niemcy słyną z zamiłowania do kosmetyków naturalnych. Mają pod tym względem bardzo dobrze rozwinięty rynek. Było więc kwestią czasu, że niemiecka sieć perfumerii coś zaprezentuje. I oto mamy markę własną Douglas Naturals, od razu z certyfikatem NaTrue. Prosta linia pielęgnacyjna do twarzy i ciała, z olejkiem arganowym. Wymagające ekomaniaczki powiedzą, że to żadna rewelacja, bo skład mógłby być lepszy (w sensie bardziej odżywczy, bo niepożądanych składników tam nie ma), ale nie w tym rzecz. To świetna alternatywa do konwencjonalnych kosmetyków, ktora jest na dodatek łatwo dostępna i ładnie opakowana. Nie trzeba już szukać w internecie. W razie potrzeby wszystko jest do ręki. Do tego testery w atrakcyjnym drewnianym akwarium. Można powąchać, wypróbować i kupić. Brawo Douglas!