sobota, 28 lutego 2015

Wielofunkcyjnie i dla noworodka

Noworodek oznacza brak czasu. Na sen. Na jedzenie. Na kąpiel. Na dbanie o siebie. I jeszcze raz na sen. Każda minuta staje się cenna. Nie zrobię czegoś od razu, to nie zrobię tego w ogóle. Zaległości rosną w astronomicznym tempie, a dni uciekają w rytmie co 3 godziny (to pory karmienia).

O makijażu mogę zapomnieć. Zajmuje zbyt wiele czasu. Dlatego pielęgnację trzeba tak ustawić, żeby było szybciej niż kiedykolwiek. Czyli jeden kosmetyk zamiast kilku. O ile z dzieckiem nie da się postępować na skróty, o tyle mamy mogą. Dlatego moja pielęgnacja ograniczyła się do kilku kluczowych kosmetyków. Oto one:

Codziennie chodzimy z Tosią na spacery. Smaruję jej buzię kremem ochronnym. Tego samego kremu używam dla siebie do twarzy i do rąk (zwykle jest to nadmiar po smarowaniu małej buzi). Plusem tego rozwiązania jest również to, że gdy przytulam ją do swojej twarzy nie obawiam się, że jej delikatna skóra spotka się z jakimś moim kremem "dla dorosłych".

Olej kokosowy - zastosowań jest multum. Dla noworodka - do pupy pod pieluszkę, do smarowania stópek i rączek (a jak zacznie wkładać paluszki do buzi, to też nic się nie stanie, bo olej jest przecież jadalny), a także jako balsam do ust (dla mamy i dziecka). Pachnące kokosem dziecko jest jeszcze bardziej do schrupania!
Dla mnie olej kokosowy to krem ujędrniający (smaruję od bioder do połowy ud), krem do stóp, do rąk, do ciała, do ust, do demakijażu oczu… No tak, teraz rzadko się maluję. Nieoczywistych zastosowaniach oleju kokosowego jest wiele:
http://www.hellozdrowie.pl/lifestyle/5-nieoczywistych-zastosowan-oleju-kokosowego


Masło shea - trafiłam na amerykańskie dobrej jakości. Ma świetną konsystencję - z jednej strony twarde, ale łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania. Dla noworodka też nadaje się pod pieluszkę. A dla mnie to krem pod oczy, krem do rąk, do stóp, balsam łagodzący podrażnienia skóry. Ile zdążę, tyle nim posmaruję.

A teraz idę spać. Sen jest zawsze bezcenny.


wtorek, 10 lutego 2015

Szumiś

Uśpienie dziecka to wyzwanie. Noszenie na rękach, śpiewanie kołysanek, zgaszone światło - a oczy szeroko otwarte. Wówczas sięgamy po najbardziej niekonwencjonalne metody… no może z wyjątkiem chloroformu.

Moja córeczka dostała w prezencie uroczą pluszową sówkę-pozytywkę, którą włącza się pociągając za ogon z tyłu. Gadżet raczej dla dorosłych niż dla noworodków. Żadnej funkcji nasennej. Delikatna melodyjka, różowe sowie uszka - zero reakcji. Sówka czeka zatem w szufladzie na swoją kolej, aż (miejmy nadzieję) pewnego dnia stanie się atrakcyjna.

Znajoma matka podpowiedziała mi, że jej dziewczynka zasypiała przy dźwięku suszarki do włosów. W okresie niemowlęcym spaliła w ten sposób dwie specjalnie w tym celu zakupione suszarki. Na początku śmiałam się z tego pomysłu, ale po godzinach noszenia maluszka (zwłaszcza w środku nocy) postanowiłam spróbować. Otóż okazało się, że suszarka doskonale spełnia dwie zasadnicze funkcje - remedium na kolki i bolący brzuszek oraz funkcję nasenną. Od tej pory suszarka leży przy łóżeczku, a firma Philips powinna dodać na opakowaniu nowe zastosowanie. Gwarantowany wzrost sprzedaży.

Przypadkowo od innej koleżanki dowiedziałam się o najnowszym gadżecie, zwanym szumisiem. Przedsiębiorcze matki Polki zaczęły produkować misia z wbudowanym z tyłu głowy aparatem szumiącym przez 20 minut od włączenia. Miś do tego ma ulubiony przez dzieci kształt, czyli głowę, brak tułowia i 4 łapki. Uszy po naciśnięciu szeleszczą, a każda łapka ma inny kolor. Do tego łapki mają zamontowane magnesy, więc można zaczepić szumisia o oparcie łóżeczka. Wszystko made in Poland. Gadżet wręcz patriotyczny.

Po nabyciu szumisia nie mogę wyjść z podziwu jak moje małe oczka zamykają się w ciągu kilkunastu sekund od jego włączenia. Spokojny sen dziecka to najpiękniejszy widok.