środa, 29 kwietnia 2015

Beyond - happy baby

Na dziecku się nie eksperymentuje. Zresztą próbki, które dostałam w szpitalu mają tak fatalny skład, że sama bałabym się niektórych używać w obawie przed co najmniej alergią. U mnie zasada jest prosta - najpierw czytam listę składników, a dopiero potem przyglądam się reszcie opakowania. W kwestii kosmetyków dla dzieci jestem jeszcze bardziej ostrożna. Najpierw testuję na sobie, a potem na mojej córeczce.

Brytyjskie kosmetyki Beyond organic skincare trafiły na polski rynek. Dla dzieci są przeznaczone 2 produkty: krem i oliwka. Tak naprawdę jedno i drugie nadaje się do całego ciała maluszka. Oba kosmetyki są wielofunkcyjne. Różni je w sumie tylko konsystencja. Olejek się rozlewa od razu, a krem trzeba rozgrzać w dłoniach i też się miękko leje:)

Urzekł mnie w nich zapach. To zapach niemowlaka, lekko rumiankowo-nagietkowo-waniliowy. Po prostu dziecko do schrupania. Tosia zażywa od stóp do głów - do ciała, na ciemieniuchę, pod pieluszkę, na policzki (tu wolę krem, żeby olejek nie wpadł do oczu), pod szyję. Małe opakowanie olejku jest bardzo poręczne, bo nie trzeba walczyć z dużą butelką mając obok ruchliwe dziecko. Olejek jest wydajny, bo mam wrażenie, że sporo go wylewam na dłoń, a on wciąż jest i jest. A i tak zawsze trochę olejku, czy kremu zostaje na dłoniach, co od razu wsmarowuję.

Oba produkty są tłuste i gęste. Oba to kompozycja olejków i witamin. Dla dzieci idealne. A co najważniejsze - z takim składem, jaki najbardziej lubię. Polecam wszystkim mamom.


czwartek, 16 kwietnia 2015

Suki

Wbrew pozorom nie będzie kontrowersyjnie. To tylko imię założycielki marki kosmetyków ekologicznych z USA Suki Kramer. Niestety niedostępne w Polsce, ale można zamówić przez internet. 

Pierwszym produktem, z jakim się zetknęłam z tej marki, był cukrowy peeling do twarzy. Cud, miód i orzeszki. Cukier się rozpuszczał w dłoniach, a peeling pachniał cytrynowo. Tym razem koleżanka przysłała mi próbki szamponu i odżywki. Wszystko fajnie, ale kto wpadł na pomysł, żeby produkować takie mini opakowania próbek szamponu?! Użycie szamponu (żeby umyć włosy, a nie namydlić pół grzywki) wymaga skomplikowanej logistyki. Trzeba przeciąć co najmniej 5 opakowań próbek, postawić je w pionie, żeby szampon nie wyciekał, a więc najlepiej oprzeć o jakiś inny kosmetyk na wannie (pod prysznicem chyba bym nie dała rady). Następnie wchodzimy do wanny, moczymy włosy, bierzemy te 5 próbek naraz i naraz wyciskamy szampon na dłoń. Ufff…. łatwo nie jest. Podobny zabieg trzeba powtórzyć z odżywką.

Po wypróbowaniu stwierdzam, że to bez sensu. Namęczyłam się, łapałam resztki szamponu i odżywki z tych próbek. Zniecierpliwiona nie skupiłam się na doznaniach związanych z użyciem tychże kosmetyków. Zapamiętałam jedynie, że szampon był lepszy niż odżywka, która miała papkowatą konsystencję i spływała z włosów. 

Suki, próbki tak, ale nie produktów do włosów, chyba że to będą miniaturki w buteleczkach. 


wtorek, 14 kwietnia 2015

Masochism level

W latach 90-tych była gra komputerowa, jakieś strzelanie w kosmosie, uciekanie przed stworami, itp. Miała kilka poziomów. Jeden z ostatnich był praktycznie nie do przejścia. Nazywał się masochism level. I ja sobie od czasu do czasu funduję taki masochism level. Używam kosmetyków konwencjonalnych, których i tak nie lubię, ale masochistycznie je wypróbowuję, żeby potem z lubością powrócić do moich ulubionych naturalnych i przekonać się, że nic nie tracę, tylko zyskuję. Oczywiście nie kupuję normalnych kosmetyków, tylko używam próbek, które trafiają do mnie w rozmaitych czasopismach.

Tym razem padło na szampon i odżywkę dove oraz emulsję do kąpieli dla dzieci. Zacznę od emulsji do kąpieli, bo jako świeżo upieczona matka jest podwójnie wrażliwa na punkcie dziecięcych kosmetyków. No więc emulsja jest dla mnie produktem bez sensu. Nie pieni się, tylko ślizga po skórze. Gdybym miała myć tym dziecko, to trudno byłoby mi je utrzymać na ręku. Na pierwszym miejscu zapychająca parafina, ale to pikuś. Wysoko w składzie jest PEG-40 sorbitan peroleate.  Z pamięci nie wiem, co to jest, ale każdy PEG sprawdzam, bo większość PEG-ów jest szkodliwa, sporadycznie tylko zdarzają się obojętne. Ten nie jest obojętny - to rodzaj szkodliwego glikolu, który mój słownik zaznaczył na żółto-czerwowno, czyli potencjalnie szkodliwy, używaj oszczędnie. Toksyczny dla organów wewnętrznych. Dopuszczony w ograniczonej ilości w kosmetykach, czyli są badania dotyczące jego szkodliwości, ale producenci wywalczyli, że w ograniczonych ilościach możemy się nim podtruć. W ramach ograniczania ilości emulsji emolium dziękuję za współpracę. A już na pewno będę trzymać moją córeczkę z dala od tego specyfiku.

Szampon i odżywka Dove. Dawna reklama Dove z tekstem, że zawiera 1/4 kremu nawilżającego to chyba największa bzdura, jaką słyszałam. Nawet trudno rozłożyć to zdanie na czynniki pierwsze. Nie ma definicji kremu nawilżającego, więc tym bardziej nie wiem, jak umieścić w kosmetyku 1/4 czegoś, co nie istnieje. Ale wróćmy do produktów do włosów z kompleksem oxygen moisture. Na analfabetów językowych może to i działa: brzmi obco, fachowo i skomplikowanie. Ale poligloci stroniący od chemii też mogą się nabrać i uznać, że tlen można nawilżyć. A tu nie trzeba znać ani angielskiego, ani chemii, za to wystarczy poczytać listę składników. W szamponie standardowo SLES, czyli "płyn do mycia naszyń", ostry detergent, który zmyje lakier do włosów razem ze wszystkimi warstwami ochronnymi pozostawiając najczęściej łupież. W sumie poza gliceryną w szamponie nie ma nic godnego uwagi, za to są rakotwórcze wytwarzacze piany (TEA), co daje nam jedynie złudne wrażenie fajnego mycia włosów.

Odżywka zapycha włosy silikonami (na trzecim miejscu w składzie, a więc zapycha skutecznie). Oba produkty łączy natomiast DMDM Hydantoin. Dziwię się, że w ogóle tu jest, bo ten składnik obecnie rzadko widuję w kosmetykach. To tani rakotwórczy konserwant, uwalniający formaldehyd. Jest gorszy niż parabeny i dlatego wiele firm kosmetycznych sama się z niego wycofuje. Unilever zadbał  jednak o to, że nawet jeśli go od razu spłuczemy w szamponie, to w odżywce potrzymamy go sobie dłużej i może zdąży podziałać na skórze (np. w postaci alergii).

Na tym zakończyłam mój masochism level. Jak to dobrze, że to były tylko jednorazowe próbki.





środa, 1 kwietnia 2015

Aktualnie używam

Uwielbiam testować nowe kosmetyki ekologiczne, ale gdy znajdę coś, co polubię, to chętnie wracam do tego produktu. Tak jest np. z olejem arganowym. Mam go prawie zawsze w łazience, używam w zależności od potrzeby. Nie boję się sięgać po nowości, niekoniecznie z certyfikatem eko. Tym razem pozytywnie zaskoczył mnie olejek sisley. Większość tych kosmetyków to nie mój target, ale olejek okazał się świetny, także jeśli chodzi o skład. Ale po kolei. Od lewej stoją:

  1. krem na dzień John Masters Organics rose&apricot - zapachem to on nie uwodzi, ale konsystencja rewelacyjna. Błyskawicznie się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, nie zapycha. Jeśli zapach nie będzie Was razić, to polecam jako dobry krem na dzień, również pod makijaż.
  2. olejek do masażu alverde - stosuję do całego ciała, niezależnie od uprawiania sportu ;)
  3. olej arganowy - pisałam o nim niejednokrotnie, ma mnóstwo zastosowań, możecie poczytać tu, aktualnie stosuję jako serum na blizny i krem na szyję.
  4. krem aloe vera santaverde - w ciąży używałam wersji bezzapachowej, bo większość zapachów mnie drażniła, teraz z przyjemnością używam kremu pachnącego delikatnie słodkim aloesem. Nadaje się na dzień i na noc.
  5. krem do rąk i paznokci z miodem manuka dr.organic - fantastyczny, miękki, tłusty (takie lubię do rąk), ładnie pachnie i co najważniejsze - odżywia i nawilża. 
  6. serum i krem pod oczy xingu santaverde - mocny duet w walce z nieprzespanymi nocami. Serum bardziej lejące, krem zwarty i tłusty, ale zaskakująco szybko się wchłania. Używam na przemian i nie wyglądam na matkę niemowlaka ;)
  7. krem skin food Weleda - żałuję, że ta marka jest w Polsce trudno dostępna. Krem wielofunkcyjny cytrynowy (bo pachnie cytrusowo). Do twarzy od czasu do czasu (trzeba trochę cierpliwości, bo jest tłusty i dość tępo się rozsmarowuje), na łokcie (po jednym razie są miękkie i gładkie), do stóp (choć trochę mi szkoda, bo tubka nie jest duża).
  8. serum do twarzy z olejek z czarnej róży sisley - to właśnie nowość, do tego marka wcale nie jest ekologiczna, a jednak skusiłam się i przeczytałam skład. Kompozycja rzadkich olejów, jedynie zapach (parfum) na końcu składu (gdybym miała się do czegoś przyczepić). To produkt  przeciwzmarszczkowy, nie dla dwudziestolatek. Starsze dziewczyny mają więcej kasy na kosmetyki, ale i więcej zmarszczek.
  9. różane serum do ust dr.organic - uwielbiam wszelkie eko produkty pielęgnacyjne do ust, używam kilku pomadek bezbarwnych, błyszczyków pielęgnacyjnych, jedna w torebce, druga w łazience. Mój mężczyzna śmieje się, że mam obsesję na punkcie smarowania ust. Prawda jest taka, że nie znoszę suchych warg i nie polecam ich oblizywania (właśnie dlatego). A swoją drogą wolę dobrą pomadkę nawilżającą niż kolorową szminkę, która wysusza usta.