poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Wiosenny konkurs na facebooku!

Uwaga, uwaga! Wiosenny konkurs na facebooku! Do wygrania kosmetyki polskiej marki Phenome. Zajrzyjcie na fanpage naturalnie proste. Tam znajdziecie szczegóły konkursu. 

Powodzenia!


niedziela, 24 kwietnia 2016

Czego się dowiedziałam na konferencji meet beauty?

Tak, tak, byłam na meet beauty - wczoraj odbyła się druga edycja ogólnopolskiej konferencji dla blogerek urodowych (trafił się jeden blogger na 300 dziewczyn). Bardzo się ucieszyłam i czekałam z niecierpliwością na ten dzień. 

Program konferencji nie pozostawiał wątpliwości. Nie interesowały mnie warsztaty pielęgnacyjne, ani paznokciowe. Trzeba było się na nie wcześniej zapisywać, bo była ograniczona liczba miejsc. Trochę żałowałam, że nie dostałam się na warsztaty makijażowe z rewelacyjną Anią Orłowską, która jest świetną makijażystką, o czym miałam okazję się  przekonać wiele lat temu, gdy jeszcze nie była tak znana. Jednak od pierwszego rzutu okiem na program bardziej interesowały mnie wykłady niż warsztaty. No bo na temat pielęgnacji to sama mogłabym zrobić wykład o liście składników, który skutkowałby masowym odpływem sponsorów (firmy kosmetyczne tzw. konwencjonalne, żeby ich tu nie obrzucać epitetami, a na merytoryczną krytykę przyjdzie pora, bo mam sample). Warsztaty paznokciowe mnie odstraszały, bo na słowo "hybryda" już mam wysypkę i czuję swąd rozkładającego się formaldehydu.

Od początku czekałam na wykład Tobiasza Kujawy prowadzącego bloga i rewelacyjny fanpage Freestyle Voguing. Polecam nie tylko blogerom. Piękna poprawna polszczyzna, ogromna wiedza na temat świata mody, dobry gust, dużo dowcipnych uwag, wysublimowana ironia. Nic, tylko czytać i się od niego uczyć. Nie czuję się ekspertem w dziedzinie bloga i internetu, i byłam przekonana, że 300 uczestników konferencji z całej Polski będzie tłumnie witać autora bloga. Błąd. Średnia wieku 25-29 lat chyba niestety wskazuje, że dziewczęta nie dorosły do pisarstwa, na blogu piszą o czymkolwiek (lifestyle jest tu wytrychem do płytkich wpisów o niczym), i co mnie zdziwiło najbardziej, nie miały pojęcia, kim jest Tobiasz Kujawa. 

Pisząc swojego bloga, czytam także inne blogi, nie tylko kosmetyczne, podpatruję konkurencję (szczególnie ekologiczną), szukam inspiracji (nie mylić z kopiowaniem) i uczę się nieustannie pisać. Freestyle Voguing to blog, z którego można się uczyć niezależnie od tego, czy piszemy o modzie, czy o urodzie. Cała jego prezentacja na konferencji była fantastyczna, robiłam notatki, wiele się dowiedziałam i nauczyłam. Mam nadzieję, że będzie to widać po moich kolejnych wpisach, ale pozwólcie, że tajniki warsztatu zostawię tylko dla siebie.

Meet beauty, mimo natłoku sponsorów kosmetycznych, których lista składników jest dość słaba, oceniam pozytywnie. Zaskoczył mnie na koniec prezent od Annabelle Minerals. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie więcej firm eko, bo bardzo mi ich brakowało w tej edycji. W ankiecie wyraziłam zresztą jasno, że chętnie uczestniczyłabym w panelu na temat kosmetyków ekologicznych. To prężnie rozwijający się rynek i kobiety przywiązują coraz większą wagę do listy składników kosmetyków. Meet beauty - czekamy na przyszły rok!

PS. Psychofanka nie odmówiła sobie zdjęcia ze swoim ulubionym blogerem ;)




czwartek, 21 kwietnia 2016

Zużyłam, czyli osławione denko

Swoją drogą nazwa denko wcale mi się nie podoba. Taka jakaś nowomowa blogowa. Wszystkie kosmetyki, które pokazuję na blogu zużywam do końca, tubki przecinam, do szamponów wlewam wodę, czyli do ostatniej kropli. Ale wróćmy do istoty rzeczy. 

Tym razem pokazuję zużyte opakowanie ampułek santaverde aloe vera blossom age protect. Zużyłam 10 ampułek w ciągu 10 dni. I bardzo sobie chwalę. Cera uległa widocznej poprawie. Zniknęły drobne krostki. Moja cera stała się wygładzona i nawilżona. Ampułki stosowałam wieczorem po umyciu na twarz i szyję. Na początku bałam się szklanej ampułki, ale Niemcy skonstruowali je perfekcyjnie, i ani razu się nie skaleczyłam. 

W ampułce jest płyn o lekko żelowej konsystencji, dzięki czemu dobrze się rozprowadza.  Santaverde to dla mnie gwarancja najlepszej jakości aloesu i dzięki temu widzę jego  dobroczynne działanie. Płyn szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy. Dla mnie ma delikatnie słodki zapach aloesu, bardzo przyjemny, nie narzuca się. Z każdym dniem używania byłam coraz bardziej zadowolona. Doszło w końcu do tego, że szkoda mi było zużywać ostatniej ampułki. 

Na pewno chciałabym przeprowadzić taką kurację ponownie. Działa lepiej niż maseczki przeciwzmarszczkowe. Polecam, szczególnie dziewczynom, które 18 lat skończyły już jakiś czas temu;)



czwartek, 14 kwietnia 2016

Targi Biofach Vivaness, czyli mekka dla ekomaniaczek

W Norymberdze odbywają się co roku najważniejsze ekologiczne targi zdrowej żywności Biofach i coraz prężniej rozwijające się kosmetyków Vivaness. Niestety nie dane mi było na nie pojechać, ale koleżanka przywiozła mi mnóstwo folderów i próbek, które oglądam po 15 razy zanim zdecyduję się cokolwiek użyć. Foldery trzymam niczym białe kruki. Wszystko jest nowe, inne, ale wciąż kosmetyczne i ekologiczne.

Poznaję nowe firmy, dowiaduję się o trendach w kosmetykach naturalnych. I jedno jest absolutnie pewne. Ten rynek ma przyszłość. Powstaje mnóstwo firm i manufaktur produkujących kosmetyki naturalne, co oznacza, że jest zapotrzebowanie na rynku. Konsumentki są coraz bardziej świadome, czytają listę składników i tam, gdzie mogą, wybierają bardziej naturalną, nietoksyczną alternatywę. 

Uważnie przyglądam się rosyjskim kosmetykom. Miałam fatalną odżywkę pseudo arganową, której nie dało się użyć do niczego. To była chyba jakaś babuszka coś tam. Typowy greenwashing - sztuczny zapach czuć na kilometr, wymyślne niby ekologiczne znaczki typu rączka w geście "stop" z podpisem "bez parabenów". Dla mnie to sygnał, że ten kosmetyk parabenów nie ma, ale ma za to znacznie gorsze toksyczne składniki. Okazuje się, że Natura Siberica podeszła do tematu poważnie, bo mają certyfikat COSMOS, co mnie, szczerze mówiąc, zaskoczyło. Oznacza to także to, że Rosjanie wyczuli potencjał rynku kosmetyków naturalnych i postanowili zawalczyć o swój kawałek tortu. Nasz polski rynek jest dla nich bardzo ważny, bo to pierwszy przystanek unijny. Nie twierdzę, że zostanę fanką rosyjskich kosmetyków naturalnych, bo zraziłam się do nich przez wyżej wspomnianą podróbkę, ale chętnie przetestuję.

Moją uwagę zwróciła też włoska Idea Toscana. Krem nawilżający z oliwą z oliwek był świetny. Mam jeszcze do przetestowania przeciwzmarszczkowy. O tej firmie nigdy przedtem nie słyszałam. Nawet nie wiem, jakie mają produkty, ale dzięki tym próbkom wiem, czego szukać choćby w internecie. 

Oczywiście na targach obecni byli czołowi niemieccy producenci kosmetyków ekologicznych z niezawodnymi Weledą, Laverą i Santaverde na czele. Polskę reprezentował Naturativ (eksportowa wersja Pat&Rub). Mam nadzieję, że z czasem będzie coraz więcej polskich wystawców.

Wszystkie foldery zbieram i tworzę własną bazę danych. Może za rok uda mi się tam pojechać i osobiście się zachwycać tymi kosmetykami? Tak, czy inaczej, najważniejsze jest to, że kosmetyki naturalne wkraczają pewnym krokiem na rynek i w niczym nie ustępują tym standardowym (chemicznym). Poza oczywiście jedną podstawową różnicą - mają dobry skład. 


poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Projekt Weranda Country

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc chwalę się dopiero przy kolejnej publikacji w Weranda Country. W kwietniowym numerze znajdziecie aż dwa moje artykuły: w dziale zdrowie na talerzu - łyk na wzmocnienie oraz w dziale uroda - płynne złoto.

W pierwszym artykule dzielę się moimi sprawdzonymi recepturami na wzmocnienie odporności, włącznie z nalewką imbirową (przepis jest też na moim blogu). Zaznaczam tylko, że blondyna na zdjęciu przy artykule to nie ja;)

Drugi artykuł an temat urody jest o olejach w pielęgnacji. Oleje stosuję głównie na noc (do twarzy) i bardzo je sobie chwalę. Arganowy to klasyka gatunku - świetny do twarzy i do ciała. Natomiast kokosowy jest dla mnie idealny do demakijażu oczu. Ale co ja będę tutaj opowiadać. Zachęcam do lektury. Spieszcie się, bo za chwilę w kioskach pojawi się majowy numer Weranda Country, a w nim.... też będzie mój tekst!


sobota, 9 kwietnia 2016

Nie każdy kosmetyk babydream jest dobry

Nie wszystko złoto, co się świeci i nie wszystko z Rossmanna od babydream jest super (mimo dobrego składu). Oto kolejny przykład, że dobry skład to nie jest 100% kosmetycznego sukcesu.

Kosmetyków babydream używam wręcz od zarania dziejów. Nie pamiętam, kiedy kupiłam pierwszą niebieską tubkę dla dzieci. Potem przeżywałam (i nadal sobie chwalę) serię babydream fur mama - zwłaszcza olejek i balsam do ciała. To są absolutne hity i polecam do pielęgnacji nie tylko kobietom w ciąży.

Tym razem zakupiłam po raz pierwszy, nie dla siebie, ale dla dziecka - krem ochronny na odparzenia. Skończył się mój ideał na odparzenia pieluszkowe, czyli nagietkowy krem od weledy i zamówiłam go wprawdzie przez internet, ale w międzyczasie chciałam wypróbować znany i łatwo dostępny babydream. 

Krem na odparzenia jest beznadziejny. Już po samej konsystencji wiedziałam, że jest źle. Dobry krem na odparzenia ma cynk wysoko w składzie, co przekłada się na konsystencję - gęstą i trochę tępą do smarowania. Ten był zaskakująco łatwy w obsłudze (cynk za daleko w składzie). Dałam mu szansę mimo wszystko licząc na kojące działanie panthenolu (wysoko w składzie). Nic z tego. Pupa wyglądała tak samo przed i po. Zaznaczam, że po użyciu nagietkowej weledy wygląd pupy poprawia się od razu (czyli przy kolejnej zmianie pieluszki). Babydream nie zadziałał w ogóle. 

Z niecierpliwością oczekiwałam przesyłki z weledą, a babydream trzymałam już z daleka od dziecka. Nie polecam tego kremu dla niemowląt. Nic nie daje, zaczerwienienia nie zniknęły. Miałam wrażenie, że smarowanie nim niemowlęcej pupy jest pozbawione sensu.

Z wrodzonego sknerstwa nie wyrzuciłam kremu, pójdzie do stóp na przykład. Natomiast na pewno więcej go nie kupię.