sobota, 27 maja 2017

Aktualnie używam – pielęgnacja twarzy / Now in use - my face care

Pielęgnacja twarzy w pewnym wieku (ale zabrzmiało!) nabiera nowego znaczenia. Już przestałam gonić za promocjami. Nawet poprawny skład (w sensie naturalny) mi nie wystarczy. Szukam skutecznej pielęgnacji. Panicznie boję się igieł i zastrzyków, więc ostrzykiwanie nie wchodzi w grę. Musi być dobry krem.

Ale tak naprawdę pielęgnacja zaczyna się punkt wcześniej – na oczyszczaniu. To pierwszy etap porządnej pielęgnacji przeciwzmarszczkowej. Przeczytacie o tym we wszystkich japońskich i innych koreańskich poradnikach. Ja nie mam czasu na 6-etapowe oczyszczanie z masażem i peelingiem, ale przywiązuję wagę do tego, czym myję twarz. I ze wszystkich prezentowanych dziś kosmetyków z preparatu oczyszczającego jestem najbardziej zadowolona.

Aurelia miracle cleanser to krem do mycia twarzy. Konsystencja jest nieoczywista – nie pieni się i wygląda jak rzadki krem. Trzeba się przyzwyczaić do takiego sposobu oczyszczania twarzy. Ale warto. Jeżeli mam nałożony makijaż to najpierw zmywam go płynem micelarnym albo olejkiem. Jeżeli nie, to tego cleansera używam po prostu do mycia twarzy. Nie bawię się w wodę mineralną albo przegotowaną. Tylko na suchą twarz nakładam cleanser, wmasowuję chwilę i zmywam pod kranem.

Lista składników jest bogata. Jeżeli chcecie przeczytać to kliknijcie tutaj. Oczyszczanie taką kremową konsystencją to przy okazji pielęgnacja. Bo oprócz usuwania resztek makijażu, krem pobudza odnowę komórkową. Na mojej skórze objawia się to w postaci bardziej czystej skóry i mniej zaskórniaków. Cleanser nie jest dostępny w Polsce. Ale polecam sprawdzony włoski sklep, który wysyła do Polski - tu.

Toniku aktualnie nie używam, po prostu się skończył i nie ma teraz nowego, co nie oznacza, że go unikam. Po prostu muszę coś sobie kupić. Jest za to krem do twarzy i pod oczy. Zacznę od twarzy. Panuje teraz moda na kremy ze śluzem ślimaka. Spośród dostępnych na rynku, One Ingredient ma w mojej ocenie dobry naturalny skład. Śluz jest tutaj składnikiem kluczowym. Co ważne – jest na pierwszym miejscu w składzie, a więc naprawdę jest to krem ze śluzem ślimaka, a nie gliceryna z dodatkami i jakimś szczątkowym ślimakiem na szarym końcu. Krem faktycznie jest eko. Nie ma zapachu, więc nosy przyzwyczajone do Sephory będą niezadowolone, bo pachnie lekko tymi naturalnymi składnikami, a nie chemiczną substancją zapachową. Nie każdemu ten naturalny aromat może odpowiadać. Ja nie robię z tego problemu, bo mój nos reaguje gorzej na rozpylane zapachy w centrach handlowych.

Wracając do samego kremu, to szybko się wchłania, nie zostawia tłustej warstwy. Ślimak działa – żadnych zaczerwienień, podrażnień, ale i zaskórniaków. Skóra jest dobrze nawilżona. To dla mnie sygnały, że krem działa. Jeżeli skóra po prostu dobrze wygląda to znak, że jest ok. Mam natomiast zastrzeżenia co do samego słoiczka. Pod pokrywką jest aplikator typu airless – naciskamy boki, a na środku wychodzi krem. Wiem, że to higieniczne, ale mam wrażenie, że przez ten mechanizm kremu jest mniej w opakowaniu, niż to wygląda z zewnątrz. Nie widzę też, jak szybko się zużywa. W efekcie pewnego dnia naciskam, a kremu nie ma.

Czas na krem pod oczy – odmładzający Dreams polskiej firmy ATW. Skład całkiem nie zły, dużo aktywnych składników, ale mam wątpliwości, czy kompozycja zapachowa jest naturalna. Nigdzie nie znalazłam informacji producenta, że zapach jest naturalny, co skłania mnie do wniosku, że ten zapach jednak jest sztuczny. Poza tym ten krem jest za duży – pod oczy 30 ml, to jak litrowy słoik balsamu do ciała. Używam, używam, a on ciągle jest i jest. Jak go w końcu skończę, to będę go miała dość na długo. Jeśli chodzi o działanie, to nawilża, szybko się wchłania. Nie jest to żaden lifting w kremie, ale narzekać też nie mogę. Gdyby miał mniejsze opakowanie z dozownikiem i gdyby udało się z niego wyrzucić sztuczny zapach, to byłby fajniejszy.

Zawsze używam balsamu do ust (a nawet kilku jednocześnie). Mokosh połączył pielęgnację z makijażem. Żurawinowy balsam wygląda na mocną czerwień, ale w rzeczywistości daje tylko delikatną poświatę. Zawiera mieniące drobinki, które bardzo ładnie wyglądają na ustach. Dzięki temu nie musze już używać kolorowej pomadki.


Now in use – my daily skincare routine for face. After removing my make-up (with micellar water or cleansing oil) I need to use another cleanser to wash off with water. I really like Aurelia miracle cleanser. It’s not only cleanser. It hydrates, gives glow and speeds skin cell turnover. And this is one of my favourite skincare products.

Now everybody is talking about a new natural ingredient in cosmetics – snail filtrate. So I have chosen a Polish brand – One ingredient. Snail filtrate is a key ingredient in here (at the beginning of the ingredients list). The smell is not perfect, but at least there are no artificial fragrances. This is opposite to the eye cream, which should be natural but I don’t trust the scent.

Lip balm is a must-have for me. I always use a lip bam, but not just one, maybe two, three or even four. Mokosh cranberry lip balm gives a very little colour and shimmer, so I don’t need to put another lipstick on. Perfect for the summer.




czwartek, 25 maja 2017

Luksusowe denko, czyli cud miód / Luxury empties – bee’s knees


Ciężko mi było się rozstać z tymi dwoma produktami. Oglądałam, wąchałam puste słoiczki i już za nimi tęsknie. Są drogie, luksusowe i – co najważniejsze – mają doskonały skład.

Pierwszy pusty słoiczek to limitowana i numerowana edycja maseczki do twarzy Tata Harper – resurfacing mask honey blossom. Na początku urzekł mnie fantastyczny zapach takiego surowego miodu. Ten zapach kojarzy mi się z czystym chłodnym miodem prosto z łąki. Maseczka ma żelową, lekko chłodną konsystencję.

Niewielką ilość nakładałam na twarz i szyję. Maseczka nawilża, odświeża, zmniejsza pory i wygładza skórę. Jest warta każdej wydanej na nią złotówki. Limitowana edycja była o tyle fajna, że zagrał jeszcze ten miód. Miałam wcześniej próbkę zwykłej maseczki resurfacing mask (bez miodu). Ta z miodem jest fenomenalna.

W drugim słoiczku był krem do stóp Erbaviva, a w zasadzie pachnący olejkami eterycznymi balsam. W składzie nie ma wody. I już pewnie sobie myślicie, że to tłusty olej albo zbita bryła masła shea, którego nie da się rozsmarować. Owszem masło shea tu jest na pierwszym miejscu w składzie. Na drugim miejscu olej słonecznikowy. Ale płaci się za to, że ta baza jest w taki sposób wymieszana, że nie ma żadnego tłustego oleju ani zbitej kostki, którą trudno rosmarować.

Masło shea jest tak ubite, że z łatwością się nakłada ten balsam. Mieszanka olejków eterycznych daje fantastyczny zapach – lawenda, rozmaryn, geranium i drzewo sandałowe. Balsam jest na tyle gęsty, że dobrze nawilża stopy, ale nie pozostawia tłustej warstwy. Z przyjemnością się go nakłada.


Two luxury organic skincare products. I have used them till the last drop. Both are worth every cent you spent on these skincare products. The first one is limited edition resurfacing mask honey blossom from Tata Harper. Great scent of pure honey. This is a multifunction mask – hydrating, brightening, cleansing and pore-reducing. The second product is a foot balm. No water on the ingredients list. But this is not another oily thick shea butter product. A mix of organic shea butter and sunflower seed oil plus a blend of essential oil is perfectly mixed. It’s a real balm – easy to apply. I absolutely recommend both skincare products. It’s an organic luxury must have for spring!





czwartek, 18 maja 2017

Szampon i odżywka – dlaczego nie kończą się w tym samym czasie? / Shampoo and conditioner – why do they never and at the same time?


Zaczęłam jednocześnie używać zestawu od Coslys szampon naprawczy i intensywna maska do włosów osłabionych i zniszczonych. Szampon o konsystencji lekkiej, takiej lejącej. Odżywka to gęsta maska do włosów. Gęsta, kremowa, pachnie kwiatowo, wiosennie.

Ta konsystencja jest kluczowa w całej sprawie. Bo lejący szampon po prostu wylewał się radośnie z tubki i nie zwracałam specjalnej uwagi na jego ilość. Nadmieniam, że zwykle mydlę włosy tylko raz. Dwa razy namydlam po wizycie u fryzjera albo gdy nie myłam włosów przez 3 dni. Przy czym skupiam się na skórze głowy, nie namydlam specjalnie końcówek. Umyją się, jak będę spłukiwać szampon. Do końcówek jest odżywka, a szampon do skóry głowy – to moja naczelna zasada mycia włosów. Zwykle myję włosy co 2 dni. Jestem zbyt leniwa, by myć włosy codziennie. Uważam też, że codzienne mycie włosów bardziej im szkodzi niż służy.

Z kolei gęstą maskę starannie dozowałam, bo masek używam oszczędnie. Mam włosy do ramion, więc za dużo nie potrzebuję, a poza tym nie lubię nakładać zbyt dużo odżywki, czy maski, bo mam włosy przetłuszczające się i zbyt duża ilość odżywiania nie jest im potrzebna. A gdy za dużo nakładam, to mam wrażenie, że szybciej się przetłuszczają. Jeżeli mam czas (co nie zdarza się zbyt często), to nakładam maskę na włosy osuszone ręcznikiem i trzymam 15 minut, i dopiero spłukuję. Używając naturalnej maski do włosów, której zapach to kombinacja wyłącznie olejków eterycznych, mam wówczas dodatkowy seans aromaterapii (naturalne zapachy mają działanie relaksacyjne, a od sztucznych boli głowa). A jeśli trzymam maskę na włosach co najmniej kwadrans, to potem włosy są bardziej miękkie i łatwiej się układają.

Duet szampon i maska Coslys sprawdzał się znakomicie. Aż pewnego dnia zorientowałam się, że szampon się właśnie skończył, a maska jeszcze jest. Nadmieniam, że maska ma pojemność 150 ml, a szampon 250 ml. Mimo to nie udało mi się zachować odpowiedniej proporcji ich używania. Też tak macie?

_____________________________

No matter how hard I try it’s not easy to end shampoo and conditioner at the same time. But I keep trying. This time I started using Coslys shampoo and conditioner (it’s actually a hair mask). This duo worked very well together and I didn’t realize the shampoo is going to end up while there is still half of the hair mask. But I guess I’m not the only one who has such problem. How about you? Which one do you drain faster – shampoo or conditioner?




piątek, 12 maja 2017

Clochee – kosmetyki naturalne ze Szczecina / natural cosmetics from Szczecin

Szczecin jest pięknym miastem, zielonym, zbudowanym na wzór Paryża, z wieloma rondami i szerokimi ulicami, gdzie czas płynie zdecydowanie wolniej niż w stolicy. Piszę to nie tylko dlatego, że stamtąd pochodzę, ale wiele osób, które przyjeżdża do Szczecina zachwyca się jego architekturą i licznymi parkami. No i od niedawna miasto słynie z fantastycznej filharmonii, której budynek zdobył główną nagrodę Unii Europejskiej w najważniejszym europejskim konkursie architektonicznym w 2015 r.

I w tym zielonym Szczecinie znajdziecie w samym centrum, na parterze w starej kamienicy sklep z kosmetykami naturalnymi Clochee. Chciałabym, żeby w całej Polsce było więcej takich sklepów. Wiem, jak trudno kupuje się kosmetyki naturalne przez internet, bo chciałoby się spróbować, powąchać, czy po prostu dotknąć opakowanie. Tym bardziej doceniam każdy stacjonarny sklep, gdzie można porozmawiać z fachową obsługą o kosmetykach naturalnych i wybrać odpowiednie dla siebie.

Te kosmetyki widziałam też w drogeriach Superpharm, czy na Okęciu, ale firmowy butik to co innego. Tam jest klimat, nie ma tłoku, ani kolejki do kasy i można bez pośpiechu zrobić zakupy. A więc jeżeli wybieracie się nad morze (przypominam, że Szczecin NIE leży nad morzem i mamy do morza jeszcze 100 km), to po drodze, robiąc przystanek w Szczecinie, musicie koniecznie zajrzeć.

PS. Uprzedzając ewentualne podejrzenia co do powstania tego wpisu i niniejszym informuję, że nie jest to żaden wpis sponsorowany. Wynika on z mojej czystej sympatii do Szczecina i pochodzących stamtąd kosmetyków naturalnych. Taki lokalny patriotyzm.



When you come over to Szczecin – north west part of Poland, not far from the Baltic Sea and Germany, and would you like to buy some organic skincare products, you should visit Clochee boutique. This store is located in the center of the city. I know it’s not easy to buy online cosmetics, when you have no chance to smell and test the product. So that’s why I like small cosmetic stores when I have time to take a look at the products, talk to educated shop assistant and buy products I really want and need.