wtorek, 24 stycznia 2017

Pachnąca shibuya / The smell of shibuya

Nie wiem, dlaczego rozrywkowa dzielnica Tokio - shibuya znalazła się w nazwie linii japońskiego grejpfruta od Pony Huetchen. Nieważne. Japoński grejpfrut wyprodukowany ręcznie w Szwajcarii pachnie azjatycką kreskówką. W małym opakowaniu kryje się mocny zapach - bardzo optymistyczny, wesoły i dobrze nastraja. Dlatego te kosmetyki polecam stosować rano, a nie wieczorem (no chyba że przed wyjściem na imprezę - nie będę tu dyskryminować singli, dla których wieczór zaczyna się po 23.00,  bo dla mnie jako matki to już ciemna noc). 

Mleczko do kąpieli nie jest pieniącym się płynem, tylko po prostu pachnącym mleczkiem. Buteleczka 150 ml wystarcza na kilka dosłownie kąpieli. Ja nie leję kilka kropli, ale skoro już wchodzę do wanny (co dzieje się rzadko, bo przeważnie nie mam na to czasu), to nie oszczędzam na płynie do kąpieli. Mleczko przyjemnie pachnie przez całą kąpiel. I tyle. Dla kolejnych doznań jest body splash.


Opakowanie małe, wakacyjne. Znaczy zaczęłam używać na wakacjach, a skończyłam w zimie. Kilka pachnących psiknięć to trochę jak perfumy do ciała (oczywiście na krótko, bo to zapach nietrwały). Nie zastanawiałam się specjalnie nad pielęgnacyjnymi właściwościami tego spraju do ciała. To taka bardziej zabawa niż pielęgnacja.


Ten duet nadaje się doskonale na prezent dla osoby początkującej z eko kosmetykami. Ładne, zgrabne opakowania, wesoły zapach i nie można powiedzieć, że nic nie robią, bo ich działanie jest proste i przewidywalne. To nie jest drogie serum na zmarszczki, tylko zwykłe kosmetyki do ciała z dobrym składem, które poprawiają nastrój. Dlatego polecam spróbować niezależnie od pory roku. Swoją drogą ciekawa jestem właścicielki (czy właścicielek) tej marki. W uporządkowanej Szwajcarii ktoś ręcznie kręci takie fajne kosmetyki.


________________________________________________


I don't know why the party district of Tokyo - Shibuya is the name for Pony Huetchen new line of Japanese grapefruit. It doesn't matter. This Japanese grapefruit is handmade in Switzerland and it smells like Asian cartoon. A small package hides a strong scent - very optimistic, cheerful, a smell of good vibrations. So you should use those skincare products in the morning, rather than in the evening (unless you're single and your evening starts at 11 pm; because for me, a mother of a toddler, it's the middle of the night)


Bath milk does not give you a big foam. It's a milk with a nice scent. A bottle of 150 ml is enough for a couple of baths. I do not pour a few drops, when I'm going to have a bath (which is rarely, because mostly I have no time for that), I want to have a real bath and use a lot of product. This bath milk gives nice scent as long as you staying in the bath. After that you can use body splash.

Another small package, perfect for vacation. I mean, I've been using this bottle since vacation but finished on winter time. Just a few splashes works like a body perfume (not for long of course). Anyway, this is not nourishing splash. It's rather for fun.


These two products are a perfect gift for organic skincare beginners. Nice small bottles, bubble gum scents. You can't complain they're not good, because these are easy going basic skincare products. It's not an expensive anti-age serum but simple body care products to cheer you up. So you should try them all year round. By the way, I wonder who is the owner (or owners) of the brand. Someone is making cool cosmetics in such polite and structured country like Switzerland.


piątek, 20 stycznia 2017

Żużyte - masło shea, żel pod prysznic, szampon / done&dusted - shea butter, shower gel, shampoo

Zużyte do ostatniej kropli, opakowania wyrzucone. I co ja mogę na temat tych kosmetyków ciekawego powiedzieć?

Masło shea Ministerstwo Dobrego Mydła - to mój must have. Używam niemal notorycznie. Kluczowy przymiotnik to nierafinowane, inaczej mówiąc surowe. Takie jest najbardziej wartościowe. Nadaje się dla mnie, dla dziecka, do twarzy, do ciała, do rąk, do stóp. To taki kosmetyk klucz. Używać w dowolnych ilościach. Tym razem sięgnęłam po słoiczek Ministerstwa Dobrego Mydła. Polecam w ramach rozszerzenia oferty następnym razem włożyć to masło do większego słoiczka. Takie familijne opakowanie XXL przyda się w każdej rodzinie.

Żel pod prysznic Santaverde - Już go pokazywałam na blogu. Nie mogę się mu oprzeć. Jest drogi, ale to najlepszy żel por prysznic, jaki miałam. Jest odpowiednio gęsty, treściwy, a nie taki lejący się, rozcieńczony. To taka moja fanaberia od czasu do czasu. Zwykle następny po nim żel pod prysznic jest bardzo tani, żeby zachować jakąś równowagę finansową (albo przynajmniej jej pozory;)).

Szampon John Masters Organics mięta & wiązówka błotna - nie, no błagam, co to za nazwa?! Ja rozumiem, że to termin botaniczny, ale czy nie brzmi lepiej dosłowne tłumaczenie - słodka łąka? Taki szampon o nazwie mięta i słodka łąka od razu lepiej się kojarzy. Botanicy nie sądzili, że nadając zielsku tak niewyjściowe imię skrzywdzą ileś tam lat później szampon, który upodobał sobie w składzie jego wyciąg. Szampon jest do przetłuszczającej skóry głowy. No i tu mam pewien problem. Bo mięta daje uczucie świeżości, ale nie zauważyłam efektu nieprzetłuszczania się na dłużej. Po dwóch dniach wyglądałam tak, że chciałam umyć włosy. A to nic nowego. Liczyłam, że ten szampon wydłuży ten termin do 3 dni. Także następnym razem wybiorę jakiś inny szampon Johna. 

______________________________________

Done and dusted. Empty jars, bottles thrown away. What can I say about these skincare products?

Shea butter by Ministerstwo Dobrego Mydła - it's a must have for me. I use it almost all the time. The key adjective is raw, unrefined. That means good quality. For me, my baby, for face and body, for hands and feet. It's a kind of basic skincare. You can use it as much as you need. This time I had a jar of shea butter from Ministry of Good Soap. Next time, please put it in a bigger jar. Such XXL package will be useful in every family.

Shower gel by Santaverde - it's been already on my blog. I can't resist it. It's expensive but it's also the best shower gel I have ever had. Thick, jelly, which is very efficient. I use it occasionally. The next one after Santaverde is usually a very cheap shower gel, as I need to keep my finances on balance (or just pretend I do;)).

Shampoo by John Masters Organics mint & meadowsweet - it has very bizarre Polish translation which reminds me some kind of a mud stuff. Anyway it does not sounds good for an organic shampoo. Botanists should mind that before the name herbs they discover, because those herbs might end up in skincare products. Anyway this is a purifying  shampoo for greasy scalp. But it does not work for my greasy hair. I  wash my hair every second day. And I expected with this shampoo to extend this term to 3 days. Next time I will choose another product from John.


niedziela, 8 stycznia 2017

AURELIA - probiotic skincare - pielęgnacja probiotykami


Jednym z moich noworocznych postanowień jest pisanie bloga w dwóch językach - po polsku i angielsku. A więc zaczynamy. Jest jeszcze jeden powód, dla którego chciałam, aby ten post był także po angielsku. Kosmetyki, o których dziś piszę dostałam od zaprzyjaźnionego sklepu z luksusowymi eko kosmetykami do pielęgnacji i makijażu w Salo, we Włoszech. To malowniczo położone miasteczko nad jeziorem Garda i jedyny taki sklep w tamtym rejonie. Więc jeśli wybieracie się na wakacje do Włoch nad Gardę, to szczerze polecam wstąpić i coś kupić. Z domu możecie zamówić przez internet - wysyłają do Polski. Mają sporo marek, których u nas nie ma, więc macie okazję poznać nowe organiczne marki kosmetyczne.

Mam dwa produkty angielskiej marki AURELIA - cleanser i olejek na noc. To wysokiej jakości pielęgnacja dla zaawansowanych (żeby nie powiedzieć starszych;)). Po pierwsze, młoda skóra raczej nie potrzebuje tak kompleksowej pielęgnacji, a poza tym młode dziewczyny wydają więcej na makijaż niż na pielęgnację. Jak już mamy swoje lata i kilka zmarszczek, to dopiero doceniamy odpowiednią pielęgnację - i to jest produkt dla takich kobiet.

Cleanser ma za zadanie usunąć makijaż i zanieczyszczenia. Ale ja go używam po demakijażu płynem micelarnym. Wolę, żeby ten produkt usunął resztki makijażu i dogłębnie oczyścił twarz. Jest drogi, więc nie chcę go zużywać na zmywanie pudru i tuszu, co i tak muszę zrobić wieczorem. Nakładam go na suchą oczyszczoną skórę i delikatnie wmasowuję. Zmywam wodą lub dołączoną muślinową szmatką. Piany żadnej nie ma. Cleanser ma konsystencję kremu, ale skóra go nie wchłania, więc łatwo się zmywa wodą.

Po osuszeniu twarzy, nakładam olejek. Na początku używałam go za dużo. Kilka kropli naprawdę wystarczy. Zapach olejku jest przyjemny, ale intensywny, więc jeśli się go nałoży za dużo, to rano poduszka pachnie olejkiem. Nie warto w ten sposób tracić cennych składników, takich jak olej ze słodkich migdałów, olej konopny, olej z kiełków pszenicy, oliwa z oliwek i wiele innych olejów i olejków. Lista składników jest tutaj absolutnie idealna. Nie ma tu nic niepotrzebnego dla skóry. Nakładam go na twarz, szyję i dekolt.

Pełną listę składników i więcej info o marce znajdziecie tutaj: Aurelia. Te produkty to zdecydowanie luksusowa półka eko kosmetyków. Trzeba za to zapłacić, ale możecie być pewne, że każdy składnik będzie dla skóry odżywczy. Tu nie kupujemy reklamy, tylko coś dla skóry, co będziecie uwielbiać.

Dziękuję Green Soul Cosmetics i przesyłam serdeczne pozdrowienia z mroźnej Warszawy!

_______________________________________________________________

One of my New Year's resolution is posting in Polish and English. So here we go. There is also another reason I want this post to be in Polish and English. The skincare I want to show you today is a gift from my friend's organic cosmetics store in Salo, Italy. Beautiful place at Garda Lake and one of a kind store with luxury organic skincare and make-up. So when you're planning your holidays at Garda Lake, don't forget to drop by and do some shopping. If staying at home, don't worry - they ship to Poland. They have many brands not available in Poland, so you will have something organic and something new.

I have got two products of English brand named AURELIA - miracle cleanser and cell repair night oil. This is a high-tech skincare for advanced (not to say matured;)). First, young skin doesn't need such complex technology and mostly - when you're young you spend more money on make-up rather than skincare. When you're old enough you take care of your skin and wrinkles, so this one is definitely for you.

The cleanser's main task is to remove impurities and make-up. But I use it after removing my make-up with my cleansing water. I want this product to remove the rest of my make-up and to work better and deeper. It's expensive, so I don't want to waste it for just removing powder and mascara, which I have to do anyway in the evening. So I apply it on dry skin with my fingertips and massage gently for few seconds. I remove it with water or using enclosed antibacterial bamboo muslin cloth. There is no foam, it's like a cream, but skin does not absorb it, so it's easy to remove it with water only.

After drying my face, I apply the night oil. At first, I put too much. Few drops is enough and the smell is nice but intense, so if you apply too much, you will smell it the morning after on your pillow. And it would be a waste of precious ingredients such as sweet almond oil, hemp seed oil, wheat germ oil, olive oil and many other oils. This ingredient list is absolutely perfect. There is nothing your skin would ignore. I apply it on my face, neck and decollete. 

Full ingredient list and more info about the brand you can find here: AureliaThese products are definitely luxury organic skincare. That's something you have to pay for but you can be sure that every ingredient is really nourishing for your skin. You don't buy an advertisement but something for your skin that you will love. 

Thank you Green Soul Cosmetics and warm regards form very cold Warsaw!